W niedzielę 28 września o godzinie abp Marek Jędraszewski metropolita łódzki dokonał uroczystej konsekracji kościoła św. Jana Ewangelisty w Łodzi – Olechowie Abp Marek Jędraszewski przewodniczył Mszy świętej w rocznicę Zbrodni Katyńskiej i Katastrofy Smoleńskiej. Liturgia odbyła się 10 kwietnia 2015 r. w łódzkiej "Papież mówił: W ostatnim czasie zrozumiałem, że być papieżem to nie tylko modlić się, nie tylko pracować, ale także cierpieć" - do słów Ojca Świętego Jana P „Życie się objawiło" -- to pierwsze słowa Pierwszego Listu św. Jana, a zarazem najistotniejsza treść chrześcijańskiej wiary. Zmaganiu o życie poświęcił też s Msza św. z nadaniem posług lektora i akolity alumnom Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej Wieczorna msza święta w łódzkiej archikatedrze, której przewodniczył abp Marek Jędraszewski zainaugurowała 21 października nowy rok akademicki. W liturgii uc cOaX. 12 czerwca 2022 20:42/w Kościół, Polska Radio MaryjaOd niedzieli (12 czerwca 2022 roku) w archidiecezji krakowskiej rozpoczęła się nowenna tygodni przed sierpniową uroczystością 20-lecia zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu. 22 sierpnia 2021 roku w czasie VIII Ogólnopolskiej Pielgrzymki Czcicieli Bożego Miłosierdzia do Łagiewnik ks. abp Marek Jędraszewski rozpoczął przygotowania do 20-lecia zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu. „Inaugurujemy niezwykłą nowennę, aby iskra, która – zgodnie z wolą Pana Jezusa – ma iść stąd na cały świat, sprawiała, że coraz to nowi ludzie, w nowych zakątkach naszego globu, będą mogli z coraz większym zaufaniem i z coraz głębszą wiarą powtarzać: >>Jezu, ufam Tobie!<<” – mówił ks. abp Marek Jędraszewski. Przez kolejne miesiące wierni zgłębiali treść poszczególnych fragmentów papieskiego Aktu zawierzenia, korzystając z rozważań ks. abpa Marka Jędraszewskiego. Natomiast 12 czerwca w Bazylice Bożego Miłosierdzia rozpoczęli nowennę tygodni przed 20. rocznicą zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu. Zakończy się ona 13 sierpnia, w przededniu głównych uroczystości 20-lecia, które będą obchodzone w Łagiewnikach. Do inicjatywy dołączyć może każdy – zarówno ci, którzy uczestniczyli w comiesięcznym przygotowaniu, jak również ci, którzy dołączyli później lub teraz pragną je rozpocząć. Przygotowane zostały materiały, zawierające: temat tygodnia, fragment „Dzienniczka” św. Siostry Faustyny, krótkie rozważanie na każdy dzień ks. abpa Marka Jędraszewskiego – powtórzenie najważniejszych myśli z wcześniejszych comiesięcznych opracowań oraz tekst Aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu. Tekst nowenny na poszczególne tygodnie będzie dostępny w kolejne piątki na stronie archidiecezji krakowskiej oraz na stronie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia Tekst pierwszego tygodnia nowenny przed 20. rocznicą zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu można znaleźć [tutaj]. ks. Zbigniew Bielas, kustosz Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie – Nie pozwólcie, by szydzono z godności człowieka! Brońcie jej! Brońcie tej godności, brońcie ludzkiego życia swoją miłością do Boga, do siebie nawzajem i do owoców waszej miłości małżeńskiej jakimi są wasze dzieci – mówił do małżonków abp Marek Jędraszewski podczas Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Ludźmierzu, 15 sierpnia 2018 roku. Zobacz —> FOTORELACJĘ Kustosz sanktuarium w Ludźmierzu, ks. Jerzy Filek przywitał wszystkich czcicieli Matki Bożej Ludźmierskiej, w tym rowerzystów z Podhala, którzy okrążyli Polskę, pokonując 3500 km, a dziś są obecni na uroczystości. Nawiązał do przyjaźni podhalańsko-amerykańskiej wyrosłej z faktu, iż mnóstwo górali wyruszyło za ocean za chlebem i wolnością. Mówił, że owocuje ona także dzisiaj poprzez obecność zespołu góralskiego „Ślebodni” z Chicago oraz Rycerzy Kolumba, którzy proszą o poświęcenie sztandaru. "To w świetle tego wielkiego dzieła zbawienia jeszcze jaśniej rozumiemy tajemnicę wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Ona jest najpiękniejszym dziełem stworzenia. Niepokalana, wolna od grzechu" – #abpMarekJędraszewski w Ludźmierzu. @EpiskopatNews — Archidiecezja Krakowska (@ArchKrakowska) August 15, 2018 W pierwszych słowach homilii metropolita krakowski podkreślił, że Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny to dzień, w którym chcemy dziękować Bogu za wielkie cuda Jego miłości. – Najpierw za ten jakże piękny i wspaniały świat. Piękny także tutaj na tej wielkiej podgórskiej równinie zamkniętej czworobokiem gór: Tatr, Gorców, Pienin i masywu Babiej Góry. Patrzymy na to piękno poprzez owoce ziemi, które przynieśliście w postaci traw, ziół, warzyw, owoców. Chcemy za to, co Bóg daje nam w swej szczodrobliwości bardzo dziękować. Arcybiskup przypomniał zarazem, że o wiele wspanialszym dziełem Boga niż stworzenie jest dzieło zbawienia świata, w którym Bóg wydał za nas swojego Syna. – To w świetle tego wielkiego dzieła zbawienia jeszcze jaśniej rozumiemy tajemnicę wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Ona jest najpiękniejszym dziełem stworzenia. Niepokalana, wolna od grzechu – prawda, którą anioł wypowiedział wobec nazaretańskiej dzieweczki w chwili zwiastowania. (…) Ona wszystkie słowa o Chrystusie i o tym, czego Bóg od Niej oczekuje zachowywała w swoim sercu i je rozważała. A na koniec była z Bogiem, ze swym synem Jezusem Chrystusem w najbardziej dramatycznym momencie Jego zbawiania świata. Trwała z Chrystusem pod krzyżem, na Golgocie. Na przekór nienawiści i złu tego świata. W dalszej części homilii metropolita wyznał, że, zbliżając się do ołtarza, świadomie tak długo błogosławił obecne na uroczystości dzieci. Pragnął tym samym wyrazić całą miłość, jaką Kościół ma do dzieci, ucząc się od Chrystusa tego, że nie wolno najmłodszych od Niego oddzielać. – W znaku krzyża kreślonym na czołach waszych ukochanych, najdroższych dzieci chciałem oddać najwyższy szacunek dla was, drodzy rodzice i małżonkowie. Bo przez to kim jesteście, uczestniczycie w tajemnicy Bożej miłości. Każde bowiem poczęte dziecko jest owocem małżeńskiej miłości, która współdziała z Bożą stwórczą miłością. W momencie poczęcia, kiedy tworzyły się pierwsze materialne struktury waszych dzieci, Bóg obdarzał je nieśmiertelną duszą. Co za cudowne i niezwykłe współdziałanie miłości Boga i miłości człowieka! Hierarcha przypomniał, że człowiek stworzony jest na Boży obraz i podobieństwo, a to przejawia właśnie w tym, że jest powołany z miłości do miłości. Najpełniej w swym życiu urzeczywistniła to Maryja, bo Ona najbardziej ze wszystkich ludzi kochała Boga. W tym jest dla nas i wzorem i wezwaniem. Arcybiskup podkreślił, że pięknym odblaskiem miłości Maryi do Boga jest wizerunek Matki Bożej Ludźmierskiej z delikatnym uśmiechem na twarzy. Następnie zwrócił się do małżonków i do rodziców obecnych na Eucharystii. – Tylko zapatrzeni w Ojca, który jest w niebie i tylko urzeczywistniający to Boże podobieństwo i Boży obraz, który w sobie macie, drodzy małżonkowie i rodzice, tylko wtedy możecie ocalić siebie przed wielkimi zagrożeniami tego świata, który w imię tzw. „miłości” chce za wszelką cenę przekreślić Boży zamysł wobec człowieka co do kobiety i mężczyzny, tworząc niewytłumaczalne i nie dające się usprawiedliwić przez ludzki rozum ideologie, które za wszelką cenę chcą zatrzeć różnice między kobietą a mężczyzną. Arcybiskup przyznał, że człowiek, owszem, może postępować jak chce, ale zawsze wtedy kiedy odchodzi od Boga gotuje sobie i innym ogrom nieszczęść. Jednocześnie mocno podkreślił, że związki homoseksualne, którym chce się nadać wartość małżeństwa nie mają nic wspólnego z Bożym zamysłem wobec człowieka i są szyderstwem z Boga i Jego najwspanialszego dzieła jakim jest człowiek. – Nie pozwólcie, by szydzono z godności człowieka! Brońcie jej! Brońcie tej godności, brońcie ludzkiego życia swoją miłością do Boga, do siebie nawzajem i do owoców waszej miłości małżeńskiej jakimi są wasze dzieci. Niech wzrastają w waszej pięknej i szlachetnej miłości. Niech rosną szczęśliwe. Niech przykład waszej miłości pokazuje im jak wspaniałe jest życie i jak cudowna jest miłość człowiecza, która wynika z miłości Bożej i której najpiękniejszym wyrazem jest Ta, którą dzisiaj czcimy wniebowziętą – Najświętsza Maryja Panna. Na zakończenie metropolita krakowski wezwał do dziękczynienia Maryi za to, że jest Królową naszej ojczyzny i za to, że jest Gaździną Podhala. – Chcemy także dziękować Jej za ciągłą opiekę nad nami, opiekę, która tak przemożnie ukazała się w roku 1920, właśnie 15 sierpnia, kiedy pod Warszawą ateistyczne wojska bolszewickie zostały odparte sprzed pól naszej stolicy. Ocalała Warszawa. Ocalała Polska. Ocalała Europa, a myśmy wtedy i dzisiaj mogli wysławiać Tę, która została przez Boga dana nam ku naszej obronie. Niech nas broni, niech nas wspomaga, Ona – Śliczny Kwiat, Ona – Najpiękniejsze Dzieło Bożej Miłości, Ona – Wniebowzięta. Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Ludźmierzu jest najstarszym na Podhalu. Jego początku sięgają XIII wieku i aż do XIX nierozerwalnie związane są z Zakonem Cystersów, którzy opiekowali się kościołem w Ludźmierzu. Najpierw był on drewniany, ale w II poł. XIX wieku na jego miejsce wzniesiono nowy, neogotycki, który istnieje do dzisiaj. Ludźmierz stanowi centrum religijnego życia na Podhalu. Rokrocznie licznie przybywają tu pielgrzymi z kraju i zagranicy, by pokłonić się Ludźmierskiej Pani. Łaskami słynąca figura Matki Bożej Ludźmierskiej ukoronowana została koronami papieskimi w 1963 roku przez prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego i biskupa Karola Wojtyłę. Wtedy też miało miejsce słynne wydarzenie, dziś uznawane niemal za proroctwo, kiedy to Matce Bożej wypadło berło, a złapał je biskup Wojtyła. Gdy został papieżem Ludźmierz odwiedził tylko raz w 1997 roku. Wcześniej, podczas pierwszej pielgrzymki do ojczyzny, z Gaździną Podhala spotkał się na lotnisku w Nowym Targu. Warto wiedzieć, że Jan Paweł II przez cały pontyfikat posiadał w Watykanie kopię figury Matki Bożej Ludźmierskiej. Info za —> Archidiecezja Krakowska: Abp Jędraszewski w Ludźmierzu: Nie pozwólcie, by szydzono z godności człowieka Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska Fot. Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska Opublikowano: 2015-08-01 22:01:17+02:00 · aktualizacja: 2015-08-03 11:22:04+02:00 Dział: Kościół Kościół opublikowano: 2015-08-01 22:01:17+02:00 aktualizacja: 2015-08-03 11:22:04+02:00 261130 „Dziś idę walczyć – Mamo!/ Może nie wrócę więcej,/ Może mi przyjdzie polec tak samo/ Jak, tyle, tyle tysięcy/ Poległo polskich żołnierzy/ Za Wolność naszą i sprawę,/ Ja w Polskę, Mamo, tak strasznie wierzę/ I w świętość naszej sprawy/ Dziś idę walczyć – Mamo kochana, /Nie płacz, nie trzeba, ciesz się, jak ja,/ Serce mam w piersi rozkołatane,/ Serce mi dziś tak cudnie gra./ To jest tak strasznie dobrze mieć Stena w ręku /I śmiać się śmierci prosto w twarz,/ A potem zmierzyć – i prać – bez lęku/ Za kraj! Za honor nasz! /Dziś idę walczyć – Mamo!”. Kiedy Jan Nowak-Jeziorański w 1944 roku przybył do Warszawy, aby przekazać dowództwu AK, iż nie ma co się łudzić odnośnie do pomocy z Zachodu i że jakiekolwiek powstanie zbrojne nie ma sensu, szybko zrozumiał, iż jest ono po prostu nieuniknione. Taka była, z jednej strony, niszczycielska moc hitlerowskiej pogardy i terroru, i taka była, z drugiej strony, ogromna determinacja Polaków, zwłaszcza młodych, by choć na krótko doświadczyć błogosławieństwa wolności. Wiersz Dziś idę walczyć – Mamo! był swoistym Credo pokolenia ówczesnych dwudziestolatków. Józef Andrzej Szczepański, ps. „Ziutek” poszedł walczyć, a wraz z nim tysiące członków AK, we wtorek, 1 sierpnia 1944 roku, gdy wybiła „Godzina W”. Powstanie miało trwać zaledwie kilka dni – a trwało długich dni 63. Każdy z nich był czasem heroizmu i bezprzykładnego bohaterstwa. 4 sierpnia, pośród gradu niemieckich kul, „Ziutek” ułożył tekst pieśni Pałacyk Michla, który szybko stał się hymnem Powstania Warszawskiego. Na przekór dramatycznych sytuacji, budził optymizm wszędzie tam, gdzie go wtedy nucono: na barykadach, w piwnicach, w polowych szpitalach, na podwórkach. „Każdy z chłopaków chce być ranny,/ sanitariuszki morowe panny./ A gdy cię trafi kula jaka,/ poprosisz pannę, da ci buziaka w nos!/ Hej! Czuwaj wiara i wytężaj słuch,/ pręż swój młody duch,/ pracując za dwóch!/ Czuwaj wiara i wytężaj słuch,/ pręż swój młody duch/ jak stal!”. Z czasem, gdy liczba ofiar pośród powstańców i ludności cywilnej, jak również rozmiar materialnych strat Warszawy przerażająco rosły, a pomoc z Zachodu rzeczywiście nie nadchodziła, optymizm powoli słabł. Najbardziej wszakże bolał cynizm wojsk radzieckich, które na rozkaz Stalina stanęły na linii Wisły, biernie patrząc z daleka na łuny ognia i dymu unoszące się nad miastem. Stalin nie chciał widzieć wolnej Warszawy w roku 1920 podczas wojny bolszewickiej, ani tym bardziej nie chciał być witanym w roku 1944 – w wyniku szczęśliwie przeprowadzonej przez AK akcji „Burza” – przez wolnych gospodarzy stolicy Polski. Dlatego też zatrzymał ofensywę swych armii. Wolał, aby w dziele niszczenia Warszawy i Polski wyręczył go Hitler. 29 sierpnia 1944 roku bard Powstania, „Ziutek” Józef Andrzej Szczepański, napisał wiersz Czerwona zaraza. Trzy dni później, 1 września, podczas ewakuacji powstańczych oddziałów ze Starówki został ciężko ranny. Koledzy go nie zostawili. Kanałami przenieśli do Śródmieścia, gdzie 10 września zmarł w szpitalu przy ul. Marszałkowskiej. Pozostał jednak jego wiersz, pełen bólu a równocześnie powstańczej godności: „Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci, byś nam Kraj przedtem rozdarłwszy na ćwierci, była zbawieniem witanym z odrazą. (…) Miesiąc już mija od Powstania chwili, łudzisz nas dział swoich łomotem, wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili. Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy, dla naszych rannych – mamy ich tysiące, i dzieci są tu i matki karmiące, i po piwnicach zaraza się szerzy. Czekamy ciebie – ty zwlekasz i zwlekasz, ty się nas boisz, i my wiemy o tym. Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem, naszej zagłady pod Warszawą czekasz. Nic nam nie robisz – masz prawo wybierać, możesz nam pomóc, możesz nas wybawić lub czekać dalej i śmierci zostawić… śmierć nie jest straszna, umiemy umierać. Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły Nowa się Polska – zwycięska narodzi. I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić czerwony władco rozbestwionej siły”. Powstanie Warszawskie było największym zrywem wolnościowym w historii drugiej wojny światowej. Poległo w nim około powstańców i około ludności cywilnej. Tysiące osób zostało rannych. Po jego upadku około ludności cywilnej udało się z Warszawy do obozu przejściowego w Pruszkowie, a stamtąd do przymusowej pracy w Niemczech, około do obozów koncentracyjnych. Ze względu na ogrom strat osobowych, a także bezmiar zniszczeń materialnych dokonywanych przez Niemców także po jego upadku, od samego początku Powstanie było różnie komentowane i oceniane. Niekiedy wyrażano wykluczające się wręcz opinie: jednym jawiło się ono jako heroiczny zryw, przez drugich jako przejaw politycznej głupoty i skrajnej nieodpowiedzialności. Niejednokrotnie nie brano pod uwagę tego, czego w 1944 roku doświadczył Jan Nowak-Jeziorański. Częstokroć przy ferowaniu wyroków brano całkowicie w nawias wydźwięk moralny tego dramatycznego wydarzenia. Tymczasem – jak mówił Jan Paweł II na forum UNESCO w 1980 roku – „istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to ta zarazem suwerenność, przez którą równocześnie najbardziej suwerenny jest człowiek” (tamże, n. 14). Przy tym dodawał: „nie ulega też wątpliwości, że pierwszym i podstawowym wymiarem kultury jest zdrowa moralność: kultura moralna” (tamże, n. 12). Inaczej mówiąc, nie ma kultury bez moralności, jak nie ma moralności bez prawdy – zarówno historycznej, jak i antropologicznej. Powstania Warszawskiego nie można uczciwie ocenić bez uwzględnienia wymiaru moralnego, który od samego początku dogłębnie go przenikał. Podobnie jak nie możemy – po tylu już latach – nie patrzeć na Powstanie jako wielkie zobowiązanie moralne, które spoczywa na kolejnych pokoleniach Polaków, aby strzec tego, co najważniejsze w życiu poszczególnych ludzi i całego naszego narodu. Patrząc na wydarzenia ostatnich tygodni i dni, z bólem trzeba nam, niestety, stwierdzić, że pewne osoby, które z demokratycznego mandatu aktualnie sprawują władzę w naszym Kraju, tego moralnego zobowiązania albo nie dostrzegają, albo je w pełni świadomie lekceważą. W dniu 8 lipca tego roku prezydent RP włączył się w niemieckie obchody poświęcone uczczeniu wspomnianego wcześniej płk. Klausa von Stauffenberga. To prawda, był on sprawcą, nieudanego zresztą, zamachu na Hitlera w dniu 20 lipca 1944 roku, ale przecież nie wyrzekł się wtedy swych poglądów na temat Polaków i ciągle domagał się, aby po zakończeniu drugiej wojny światowej granice wschodnie Niemiec były dokładnie takie same, jak granice z czasów zaborów, sprzed wybuchu pierwszej wojny światowej. W naszym powszechnym odczuciu, zrównanie przez prezydenta RP „polskiego zrywu niepodległościowego 1 sierpnia 1944 roku” z niemiecką „tradycją zamachu na Hitlera” uwłacza pamięci tych, którzy mieli dość traktowania siebie jako „podludzi” i którzy właśnie dlatego chcieli „śmiać się śmierci prosto w twarz”, a potem ze Stenów „prać bez lęku” w „aryjskich nadludzi” – „za kraj, za honor nasz!”. Jak berlińskie wystąpienie prezydenta RP podważyło prawdę historyczną o Powstaniu Warszawskim, tak ostatnio uchwalone przez polski Parlament i podpisane przez prezydenta RP: tak zwana konwencja „anty-przemocowa” i ustawa o in vitro, oraz przyjęta przez Sejm ustawa „o uzgodnieniu płci” mogą być uznane jako zdrada wobec tych wartości moralnych, dla których Powstanie w ogóle wybuchło. W 1980 roku na forum UNESCO Jan Paweł II przestrzegał przed taką formą alienacji człowieka, która polega na tym, że przyzwyczaja się on do tego, iż „jest przedmiotem wielorakiej manipulacji”: ideologicznej, politycznej, medialnej, ekonomicznej. Dotyczy to zwłaszcza sfery ludzkiego życia, jego godności i jego poszanowania. Celem tej manipulacji jest odebranie człowiekowi jego podmiotowości i „nauczenia” go życia jako także swoistej manipulacji samym sobą. Jak mówił Papież, zwłaszcza społeczeństwa „o najwyższej cywilizacji technicznej (…) stoją wobec swoistego kryzysu człowieka, polegającego na rosnącym braku zaufania do własnego człowieczeństwa, do samego sensu bycia człowiekiem, do płynącej z tego afirmacji i radości, która jest twórcza. Cywilizacja współczesna stara się narzucić człowiekowi szereg pozornych imperatywów, które jej rzecznicy uzasadniają prawem rozwoju i postępu. (…) W tym wszystkim wyraża się pośrednio wielka systematyczna rezygnacja z tej zdrowej ambicji, jaką jest ambicja bycia człowiekiem. Nie łudźmy się, że system zbudowany na fundamentach tych fałszywych imperatywów, system takich podstawowych rezygnacji, może tworzyć przyszłość człowieka i przyszłość kultury” (tamże, n. 13). W świetle tych papieskich stwierdzeń, nie ulega żadnych wątpliwości: powstańcy warszawscy nie rezygnowali z prawdy o swoim człowieczeństwie i nie chcieli budować przyszłości Polski na fałszywych imperatywach. Odnosząc natomiast przemówienie Jana Pawła II do wspomnianych ustaw, trzeba uznać je jako jedno wielkie kłamstwo o człowieku, jako poważny błąd antropologiczny, wynikający z odrzucenia klasycznej prawdy o człowieku na rzecz współczesnych, skrajnych, lewackich ideologii. Nawiązując do wiersza Józefa Andrzeja Szczepańskiego pod tytułem Czerwona zaraza, będącego jednym wielkim oskarżeniem czerwonego bolszewizmu, musimy jednoznacznie stwierdzić: obecnie przychodzi do nas lewacka zaraza. Dlatego też z całą powagą musimy zadać sobie szereg pytań, inspirowanych utworem bohaterskiego „Ziutka”: Ilu z nas widzi w tej zarazie zbawienie dla siebie, a ilu „wita ją z odrazą”? Ilu z nas wie, jak „znowu będzie strasznie potem i powie sobie, że znów z nas zakpili”? Ilu z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak przerażający w skutkach jest jej zamiar, „byśmy legli tu wszyscy pokotem”? Ilu jeszcze naprawdę wierzy, że „nowa zwycięska Polska [mimo wszystko] się narodzi”? Patrząc na medialną przemoc stosowaną wobec nas i na powszechny głos tak zwanych „autorytetów”, można niekiedy zwątpić w dobrą przyszłość naszego narodu. Pozostaje nam jednak ostateczny fundament – wiara w Boga, który jest Panem dziejów i historii. Naszą refleksję zakończmy więc wierszem księdza Tadeusza Burzyńskiego, który zginął dokładnie 71 lat temu, 1 sierpnia 1944 roku, dosłownie w pierwszej godzinie Powstania Warszawskiego, gdy szedł z posługą kapłańską do rannych powstańców, i którego relikwie od roku spoczywają w naszej łódzkiej Katedrze – wierszem Bezsilny ból: „Wzlecę na skrzydłach w tę dal wysoką/ wzlecę w te błędne, niezmierzone strony/ w zawrotny bezmiar, gdzie mi wskaże oko/ gdzie bytu zagadka – Ten Nieskończony./ Wiara i miłość skrzydłami mi będą/ w locie do słońca, w niebieskie przestworze/ przemierzę przestrzeń w szalonym zapędzie/ przed Tobą padnę, wiekuisty Boże”. „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my…”. Fot. Piotr Drzewiecki Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu. „Dziś idę walczyć – Mamo!/ Może nie wrócę więcej,/ Może mi przyjdzie polec tak samo/ Jak, tyle, tyle tysięcy/ Poległo polskich żołnierzy/ Za Wolność naszą i sprawę,/ Ja w Polskę, Mamo, tak strasznie wierzę/ I w świętość naszej sprawy/ Dziś idę walczyć – Mamo kochana, /Nie płacz, nie trzeba, ciesz się, jak ja,/ Serce mam w piersi rozkołatane,/ Serce mi dziś tak cudnie gra./ To jest tak strasznie dobrze mieć Stena w ręku /I śmiać się śmierci prosto w twarz,/ A potem zmierzyć – i prać – bez lęku/ Za kraj! Za honor nasz! /Dziś idę walczyć – Mamo!”. Kiedy Jan Nowak-Jeziorański w 1944 roku przybył do Warszawy, aby przekazać dowództwu AK, iż nie ma co się łudzić odnośnie do pomocy z Zachodu i że jakiekolwiek powstanie zbrojne nie ma sensu, szybko zrozumiał, iż jest ono po prostu nieuniknione. Taka była, z jednej strony, niszczycielska moc hitlerowskiej pogardy i terroru, i taka była, z drugiej strony, ogromna determinacja Polaków, zwłaszcza młodych, by choć na krótko doświadczyć błogosławieństwa wolności. Wiersz Dziś idę walczyć – Mamo! był swoistym Credo pokolenia ówczesnych dwudziestolatków. Józef Andrzej Szczepański, ps. „Ziutek” poszedł walczyć, a wraz z nim tysiące członków AK, we wtorek, 1 sierpnia 1944 roku, gdy wybiła „Godzina W”. Powstanie miało trwać zaledwie kilka dni – a trwało długich dni 63. Każdy z nich był czasem heroizmu i bezprzykładnego bohaterstwa. 4 sierpnia, pośród gradu niemieckich kul, „Ziutek” ułożył tekst pieśni Pałacyk Michla, który szybko stał się hymnem Powstania Warszawskiego. Na przekór dramatycznych sytuacji, budził optymizm wszędzie tam, gdzie go wtedy nucono: na barykadach, w piwnicach, w polowych szpitalach, na podwórkach. „Każdy z chłopaków chce być ranny,/ sanitariuszki morowe panny./ A gdy cię trafi kula jaka,/ poprosisz pannę, da ci buziaka w nos!/ Hej! Czuwaj wiara i wytężaj słuch,/ pręż swój młody duch,/ pracując za dwóch!/ Czuwaj wiara i wytężaj słuch,/ pręż swój młody duch/ jak stal!”. Z czasem, gdy liczba ofiar pośród powstańców i ludności cywilnej, jak również rozmiar materialnych strat Warszawy przerażająco rosły, a pomoc z Zachodu rzeczywiście nie nadchodziła, optymizm powoli słabł. Najbardziej wszakże bolał cynizm wojsk radzieckich, które na rozkaz Stalina stanęły na linii Wisły, biernie patrząc z daleka na łuny ognia i dymu unoszące się nad miastem. Stalin nie chciał widzieć wolnej Warszawy w roku 1920 podczas wojny bolszewickiej, ani tym bardziej nie chciał być witanym w roku 1944 – w wyniku szczęśliwie przeprowadzonej przez AK akcji „Burza” – przez wolnych gospodarzy stolicy Polski. Dlatego też zatrzymał ofensywę swych armii. Wolał, aby w dziele niszczenia Warszawy i Polski wyręczył go Hitler. 29 sierpnia 1944 roku bard Powstania, „Ziutek” Józef Andrzej Szczepański, napisał wiersz Czerwona zaraza. Trzy dni później, 1 września, podczas ewakuacji powstańczych oddziałów ze Starówki został ciężko ranny. Koledzy go nie zostawili. Kanałami przenieśli do Śródmieścia, gdzie 10 września zmarł w szpitalu przy ul. Marszałkowskiej. Pozostał jednak jego wiersz, pełen bólu a równocześnie powstańczej godności: „Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci, byś nam Kraj przedtem rozdarłwszy na ćwierci, była zbawieniem witanym z odrazą. (…) Miesiąc już mija od Powstania chwili, łudzisz nas dział swoich łomotem, wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili. Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy, dla naszych rannych – mamy ich tysiące, i dzieci są tu i matki karmiące, i po piwnicach zaraza się szerzy. Czekamy ciebie – ty zwlekasz i zwlekasz, ty się nas boisz, i my wiemy o tym. Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem, naszej zagłady pod Warszawą czekasz. Nic nam nie robisz – masz prawo wybierać, możesz nam pomóc, możesz nas wybawić lub czekać dalej i śmierci zostawić… śmierć nie jest straszna, umiemy umierać. Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły Nowa się Polska – zwycięska narodzi. I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić czerwony władco rozbestwionej siły”. Powstanie Warszawskie było największym zrywem wolnościowym w historii drugiej wojny światowej. Poległo w nim około powstańców i około ludności cywilnej. Tysiące osób zostało rannych. Po jego upadku około ludności cywilnej udało się z Warszawy do obozu przejściowego w Pruszkowie, a stamtąd do przymusowej pracy w Niemczech, około do obozów koncentracyjnych. Ze względu na ogrom strat osobowych, a także bezmiar zniszczeń materialnych dokonywanych przez Niemców także po jego upadku, od samego początku Powstanie było różnie komentowane i oceniane. Niekiedy wyrażano wykluczające się wręcz opinie: jednym jawiło się ono jako heroiczny zryw, przez drugich jako przejaw politycznej głupoty i skrajnej nieodpowiedzialności. Niejednokrotnie nie brano pod uwagę tego, czego w 1944 roku doświadczył Jan Nowak-Jeziorański. Częstokroć przy ferowaniu wyroków brano całkowicie w nawias wydźwięk moralny tego dramatycznego wydarzenia. Tymczasem – jak mówił Jan Paweł II na forum UNESCO w 1980 roku – „istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to ta zarazem suwerenność, przez którą równocześnie najbardziej suwerenny jest człowiek” (tamże, n. 14). Przy tym dodawał: „nie ulega też wątpliwości, że pierwszym i podstawowym wymiarem kultury jest zdrowa moralność: kultura moralna” (tamże, n. 12). Inaczej mówiąc, nie ma kultury bez moralności, jak nie ma moralności bez prawdy – zarówno historycznej, jak i antropologicznej. Powstania Warszawskiego nie można uczciwie ocenić bez uwzględnienia wymiaru moralnego, który od samego początku dogłębnie go przenikał. Podobnie jak nie możemy – po tylu już latach – nie patrzeć na Powstanie jako wielkie zobowiązanie moralne, które spoczywa na kolejnych pokoleniach Polaków, aby strzec tego, co najważniejsze w życiu poszczególnych ludzi i całego naszego narodu. Patrząc na wydarzenia ostatnich tygodni i dni, z bólem trzeba nam, niestety, stwierdzić, że pewne osoby, które z demokratycznego mandatu aktualnie sprawują władzę w naszym Kraju, tego moralnego zobowiązania albo nie dostrzegają, albo je w pełni świadomie lekceważą. W dniu 8 lipca tego roku prezydent RP włączył się w niemieckie obchody poświęcone uczczeniu wspomnianego wcześniej płk. Klausa von Stauffenberga. To prawda, był on sprawcą, nieudanego zresztą, zamachu na Hitlera w dniu 20 lipca 1944 roku, ale przecież nie wyrzekł się wtedy swych poglądów na temat Polaków i ciągle domagał się, aby po zakończeniu drugiej wojny światowej granice wschodnie Niemiec były dokładnie takie same, jak granice z czasów zaborów, sprzed wybuchu pierwszej wojny światowej. W naszym powszechnym odczuciu, zrównanie przez prezydenta RP „polskiego zrywu niepodległościowego 1 sierpnia 1944 roku” z niemiecką „tradycją zamachu na Hitlera” uwłacza pamięci tych, którzy mieli dość traktowania siebie jako „podludzi” i którzy właśnie dlatego chcieli „śmiać się śmierci prosto w twarz”, a potem ze Stenów „prać bez lęku” w „aryjskich nadludzi” – „za kraj, za honor nasz!”. Jak berlińskie wystąpienie prezydenta RP podważyło prawdę historyczną o Powstaniu Warszawskim, tak ostatnio uchwalone przez polski Parlament i podpisane przez prezydenta RP: tak zwana konwencja „anty-przemocowa” i ustawa o in vitro, oraz przyjęta przez Sejm ustawa „o uzgodnieniu płci” mogą być uznane jako zdrada wobec tych wartości moralnych, dla których Powstanie w ogóle wybuchło. W 1980 roku na forum UNESCO Jan Paweł II przestrzegał przed taką formą alienacji człowieka, która polega na tym, że przyzwyczaja się on do tego, iż „jest przedmiotem wielorakiej manipulacji”: ideologicznej, politycznej, medialnej, ekonomicznej. Dotyczy to zwłaszcza sfery ludzkiego życia, jego godności i jego poszanowania. Celem tej manipulacji jest odebranie człowiekowi jego podmiotowości i „nauczenia” go życia jako także swoistej manipulacji samym sobą. Jak mówił Papież, zwłaszcza społeczeństwa „o najwyższej cywilizacji technicznej (…) stoją wobec swoistego kryzysu człowieka, polegającego na rosnącym braku zaufania do własnego człowieczeństwa, do samego sensu bycia człowiekiem, do płynącej z tego afirmacji i radości, która jest twórcza. Cywilizacja współczesna stara się narzucić człowiekowi szereg pozornych imperatywów, które jej rzecznicy uzasadniają prawem rozwoju i postępu. (…) W tym wszystkim wyraża się pośrednio wielka systematyczna rezygnacja z tej zdrowej ambicji, jaką jest ambicja bycia człowiekiem. Nie łudźmy się, że system zbudowany na fundamentach tych fałszywych imperatywów, system takich podstawowych rezygnacji, może tworzyć przyszłość człowieka i przyszłość kultury” (tamże, n. 13). W świetle tych papieskich stwierdzeń, nie ulega żadnych wątpliwości: powstańcy warszawscy nie rezygnowali z prawdy o swoim człowieczeństwie i nie chcieli budować przyszłości Polski na fałszywych imperatywach. Odnosząc natomiast przemówienie Jana Pawła II do wspomnianych ustaw, trzeba uznać je jako jedno wielkie kłamstwo o człowieku, jako poważny błąd antropologiczny, wynikający z odrzucenia klasycznej prawdy o człowieku na rzecz współczesnych, skrajnych, lewackich ideologii. Nawiązując do wiersza Józefa Andrzeja Szczepańskiego pod tytułem Czerwona zaraza, będącego jednym wielkim oskarżeniem czerwonego bolszewizmu, musimy jednoznacznie stwierdzić: obecnie przychodzi do nas lewacka zaraza. Dlatego też z całą powagą musimy zadać sobie szereg pytań, inspirowanych utworem bohaterskiego „Ziutka”: Ilu z nas widzi w tej zarazie zbawienie dla siebie, a ilu „wita ją z odrazą”? Ilu z nas wie, jak „znowu będzie strasznie potem i powie sobie, że znów z nas zakpili”? Ilu z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak przerażający w skutkach jest jej zamiar, „byśmy legli tu wszyscy pokotem”? Ilu jeszcze naprawdę wierzy, że „nowa zwycięska Polska [mimo wszystko] się narodzi”? Patrząc na medialną przemoc stosowaną wobec nas i na powszechny głos tak zwanych „autorytetów”, można niekiedy zwątpić w dobrą przyszłość naszego narodu. Pozostaje nam jednak ostateczny fundament – wiara w Boga, który jest Panem dziejów i historii. Naszą refleksję zakończmy więc wierszem księdza Tadeusza Burzyńskiego, który zginął dokładnie 71 lat temu, 1 sierpnia 1944 roku, dosłownie w pierwszej godzinie Powstania Warszawskiego, gdy szedł z posługą kapłańską do rannych powstańców, i którego relikwie od roku spoczywają w naszej łódzkiej Katedrze – wierszem Bezsilny ból: „Wzlecę na skrzydłach w tę dal wysoką/ wzlecę w te błędne, niezmierzone strony/ w zawrotny bezmiar, gdzie mi wskaże oko/ gdzie bytu zagadka – Ten Nieskończony./ Wiara i miłość skrzydłami mi będą/ w locie do słońca, w niebieskie przestworze/ przemierzę przestrzeń w szalonym zapędzie/ przed Tobą padnę, wiekuisty Boże”. „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my…”. Fot. Piotr Drzewiecki Strona 2 z 2 Publikacja dostępna na stronie: Mówiłem w homilii o ideologii LGBT, a nie o ludziach. Kościół nie potępia ludzi - Kościół potępia zło. Nie wzywałem w homilii ani do walki, ani do nienawiści - powiedział w czwartek abp Marek Jędraszewski w Radiu Maryja. Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez abp. Marka Jędraszewskiego - poinformował PAP w czwartek Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Złożył je Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez abp. Marka Jędraszewskiego dotyczy słów metropolity, wypowiedzialnych w czwartek, 1 sierpnia w bazylice Mariackiej w Krakowie. Podczas kazania, wygłoszonego w ramach obchodów 75. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego abp Jędraszewski podkreślił, że to z powstańczych mogił narodziła się wolna Polska. "Trzeba było długo na nią czekać (...) Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa" - powiedział. Jędraszewski odniósł się w czwartek w Radiu Maryja do środowej wypowiedzi lidera Wiosny Roberta Biedronia w Polsat News, który komentował homilię metropolity. "Marzę o tym, by spotkać się z arcybiskupem Jędraszewskim. Żeby powiedział mi prosto w twarz, że jestem tęczową zarazą" - powiedział. Według niego, niektórzy polscy hierarchowie w prowadzeniu nagonki na osoby LGBT "przekroczyli wszelkie granice". Zapewnił, że w czwartek osobiście poprosi o spotkanie za arcybiskupem. "Tego oczywiście nie powiem, dlatego że ja mówiłem o ideologii, a nie o ludziach tę ideologię głoszących. Tutaj trzeba te dwie rzeczy bardzo wyraźnie odróżnić. Bo była ideologia bolszewicka, marksistowska i poszczególni komuniści, którzy za tą ideologią szli. (...) I to jest historia ludzi. A Kościół ludzi nie potępia, potępia zło - także zło, które przyjmuje kształt określonej ideologii - podkreślił hierarcha. Jędraszewski skomentował także artykuł "Tygodnika Powszechnego", opublikowany w zeszły piątek na portalu gazety. "Przesłanie kazania, które 1 sierpnia wygłosił abp Marek Jędraszewski, jest przeciwne nauce Jezusa. Metropolita krakowski wezwał do walki nie z własnym grzechem, lecz z innymi ludźmi" - napisano. "Ja przecież nie wzywałem ani do walki, ani do nienawiści z ludźmi. To jest nieprawda" - podkreślił metropolita. "To pokazuje, jak pewne środowiska w imię swoistego zaślepienia potrafią manipulować oczywistą prawdą, oczywistymi faktami" - ocenił. Dodał, że ma prawo oczekiwać sprostowania i przeprosin. Słowa abp. Jędraszewskiego wygłoszone 1 sierpnia w homilii komentowano w przestrzeni publicznej. Odniósł się do nich prezydent Andrzej Duda, który w piątek w rozmowie z Polsat News powiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, iż metropolita "ma ogromny szacunek do człowieka". "Zresztą chyba nikt w to nie wątpi" - zaznaczył prezydent. Według niego hierarcha mówił w czwartek "o pewnym ideologicznym starciu". "I rzeczywiście ze swojego punktu widzenia - filozofa opowiedział się w tym ideologicznym sporze w sposób zdecydowany" - powiedział Duda. Powtórzył, że w słowach abpa Jędraszewskiego chodziło o "ideologię, a nie o ludzi". Duchownego krytykowali z kolei politycy opozycji. Lider Wiosny Robert Biedroń, w związku z atakami na uczestników I Marszu Równości w Białymstoku, napisał list do papieża Franciszka, w którym przekazał "wyrazy głębokiego zaniepokojenia faktem, że przedstawiciele Kościoła Katolickiego w Polsce gloryfikują stosowanie przemocy". Nawiązał w nim także do słów abp. Jędraszewskiego. Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć. Rok: 2020 Autor: Abp Marek JędraszewskiDrodzy Bracia w Chrystusowym kapłaństwie, Czcigodne Siostry zakonne,Wszyscy Drodzy Siostry i Bracia, szczególnie Wy, Moi Drodzy, którzy łączycie się z nami we wspólnej modlitwie dzięki telewizyjnej transmisji tej Mszy świętej, Niezwykle znamienne, niemal symboliczne jest to, że w czytaniach dzisiejszej Mszy świętej, pierwszej z cyklu transmitowanych przez TVP w tym trudnym dla wszystkich czasie rannych Mszy świętych w ciągu tygodnia, pojawia się historia wodza wojsk syryjskich prawie trzy tysiące lat temu Naaman był chory na trąd. Jak wiadomo, trąd jest znaną od tysiącleci przewlekłą chorobą zakaźną, która powodowała duże zmiany na skórze człowieka, zwłaszcza na jego twarzy, a także utratę czucia i daleko idące zmiany kostno-stawowe. Była to choroba zakaźna, przekazywana – w zależności od rodzaju trądu – poprzez bliskie kontakty pomiędzy ludźmi lub drogą kropelkową. Ponieważ do stosunkowo niedawna nie znano ani jej przyczyny, ani tym bardziej nie posiadano żadnych na nią lekarstw, a z drugiej strony nie chcąc ulec zakażeniu, chorych na trąd po prostu usuwano z ludzkich społeczności. Naamanowi groziło więc – mówiąc językiem współczesnym – społeczne wykluczenie oraz przerażająca bezradność, z jaką musiałby patrzeć na swoje coraz bardziej dotknięte chorobą ciało. Za wszelką cenę – co jest w pełni zrozumiałe – szukał dla siebie ratunku. Wziął więc „ze sobą dziesięć talentów srebra, sześć tysięcy syklów złota i dziesięć ubrań zamiennych” (por. 2 Krl 5, 5b), którymi to skarbami chciał zapłacić za swe uzdrowienie, a także list polecający od swego króla do króla izraelskiego. Jednakże spotkanie z królem izraelskim nie zakończyło się powodzeniem, bo się nim zakończyć nie mogło. Zdając sobie sprawę ze swej bezradności wobec takiej choroby, jaką jest trąd, król izraelski sądził nawet, że oczekiwanie od niego uzdrowienia Naamana było po prostu prowokacją ze strony syryjskiego króla. Naaman udał się następnie do proroka Elizeusza. Tymczasem Elizeusz wystawił go na wielką próbę wiary. Nawet nie wyszedł mu na spotkanie, lecz poprzez posłańca zażądał od niego rzeczy bardzo prostej, wręcz banalnej – aby siedmiokrotnie zanurzył się w wodach Jordanu. Oburzony Naaman chciał już odjechać, jednakże pod wpływem swoich sług spełnił polecenie proroka. Wtedy został cudownie uzdrowiony. Wróciwszy do Elizeusza, wyznał: „Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem!” (2 Krl 5, 15b). Drodzy Siostry i Bracia!W sytuacji ogłoszonego przez władze państwowe zagrożenia epidemicznego jako społeczeństwo znaleźliśmy się – niemal nagle! – w zupełnie nowej sytuacji. Wprowadzone ograniczenia, zwłaszcza dotyczące spotykania się w większych grupach z innymi ludźmi, staramy się przyjmować ze zrozumieniem. Chodzi przecież o dobro nas wszystkich. Modlimy się serdecznie za wszystkie osoby chore na Covid 19 i przebywające na kwarantannach. Z wdzięcznością myślimy o tych, na których w tych trudnych dniach spoczywa szczególna odpowiedzialność za Polskę – o władzach państwowych i samorządowych, o lekarzach i pielęgniarkach, o całej służbie zdrowia, o służbach mundurowych czuwających nad bezpieczeństwem zewnętrznym i wewnętrznym naszego Kraju, o pracownikach środków społecznego przekazu. A równocześnie doświadczamy pewnej bezradności, słuchając komunikatów o wzrastającej liczbie osób dotkniętych koronawirusem i o osobach zmarłych z jego powodu. To dla nas wszystkich stanowi szczególne doświadczenie próby wiary w Boga i w Bożą też w tym niezwykłym miejscu, jakim jest Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach, uczestniczymy we Mszach świętych i adoracji Najświętszego Sakramentu, a przede wszystkim z wielką żarliwością odmawiamy Koronkę do Miłosierdzia Bożego „na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata”, prosząc z pokorą Ojca Przedwiecznego, by dla „bolesnej męki Pana naszego Jezusa Chrystusa” miał „miłosierdzie dla nas i całego świata”. „Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem”. „Od powietrza, głodu, ognia i wojny, wybaw nas, Panie!”.Obyśmy, wychodząc z tego trudnego doświadczenia, mogli jak najszybciej powtórzyć za Naamanem: Oto przekonałem się, że jest Bóg i doświadczyłem na sobie Miłosierdzia Bożego. Amen. Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej. Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.

homilia abpa jędraszewskiego tekst